Recenzja

Mariusz Sawa

UPA i WiN w walce z totalitaryzmem 1945-1947. Dokumenty i wspomnienia, red. Bogdan Huk, Stowarzyszenie Ukraińskie Dziedzictwo, Przemyśl 2018, ss. 753, ISBN 978-83-938195-3-9.

Trudno jest przejść wobec dorobku Bogdana Huka obojętnie. Nie należy on jednak do często komentowanych publicystów historycznych. Spojrzenie Huka na wybrane fakty z polsko-ukraińskiej historii, czasem może szokujące (nie tylko chyba dla Polaków), wydaje się jednak inspirujące.

Bogdan Huk jako redaktor ukraińskiego tygodnika „Nasze Słowo” przez lata prowadził rubrykę „Językiem dokumentów”. Publikował w niej źródła dotyczące społeczności ukraińskiej w XX wieku. W wielu przypadkach zamieszczone dokumenty nie były opatrzone żadnym komentarzem, nie zawsze w całości, co mogło narażać autora publikacji na zarzut o wybiórczość, stronniczość, czy też publikowanie z zamiarem wywołania określonym ocen. Jak ważne jest pokazanie kontekstu, konfrontacja z innymi przekazami oraz wyważony komentarz nie trzeba historykom przypominać, tym bardziej, gdy publikacja skierowana jest to niewyspecjalizowanego w krytyce źródłowej czytelnika. Koronnym dziełem Bogdana Huka, monumentalnym, obszernym i zajmującym jest natomiast „Ukraina. Polskie jądro ciemności”.

Nieszczęsny ja człowiek. Przyczynek do dyskusji o zbrodni w Sahryniu

Autor tekstu: Mariusz Sawa

 

W dniach 9 i 10 marca 1944 r. żołnierze Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich zaatakowali w Hrubieszowskiem kilkanaście wsi zabijając ponad 1200 osób. Działania te tłumaczy się często odwetem za zbrodnie nacjonalistów ukraińskich z Sahrynia dokonane na okolicznej ludności polskiej. Tymczasem prawda o nich okazuje się być złożona i zaskakująca.

Mity

Narracja heroiczna o „akcji na Sahryń” oparta przeważnie na części przekazów kombatanckich, usprawiedliwia ją poprzez upowszechnianie kilku mitów: cel ataku, czyli wieś Sahryń, był twierdzą ukraińskich nacjonalistów, kobiety i dzieci zginęły od przypadkowych kul, zaś napad miał charakter zarówno odwetowy jak i uprzedzający banderowskie uderzenie. Tymczasem historycy, w tym Mariusz Zajączkowski, wykazali już, że we wsi było jedynie 60 osób pod bronią (maksymalnie do 200), z czego połowa byli to uzbrojeni chłopi, a drugą część stanowili głównie funkcjonariusze niemieckiej policji porządkowej złożonej z Ukraińców, tzw. Ukraińskiej Policji Pomocniczej i być może dezerterzy z 5. pułku policji SS. Mniejszymi siłami (np. Szychowice) lub wręcz żadnymi (np. Strzyżowiec) dysponowano w kilkunastu innych wsiach. O banderowskich przygotowaniach do ataku, zaplanowanego ponoć na 16 marca, partyzanci w rzeczywistości przed 10 marca nie posiadali wiedzy, gdyż zdobyli ją dopiero po przejęciu dokumentów w Szychowicach tego dnia, co wynika ze wspomnień Stefana Kwaśniewskiego ps. „Wiktor”, dowódcy jednego z rejonów w hrubieszowskiej AK. Około dwóch tysięcy żołnierzy uderzyło na kilkanaście wsi, łamiąc szybko opór, tracąc prawdopodobnie tylko jednego partyzanta rozstrzelanego zresztą przez własnego dowódcę za rzekome rabunki, a ukrytych w piwnicach cywilów przeważnie mordując granatami. Tych, którzy wychodzili na zewnątrz, legitymowano. Jeśli posiadali kenkartę z literą „U”, byli bezwzględnie zabijani, aczkolwiek zdarzały się pojedyncze przypadki zaniechania mordu, bądź ocalenia przez sąsiadów. W zbrodni uczestniczyli uzbrojeni w broń palną lub widły nieliczni miejscowi chłopi, w tym niejednokrotnie znani ofiarom z nazwiska kilkunastolatkowie, którzy wskazywali domy Ukraińców oraz kryjówki, co potwierdzają zarówno przekazy partyzanckie jak i relacje ocalałych cywilów.
Prawda o tej zbrodni jest brutalna i bolesna. Sprzyja to tworzeniu nowych mitów, również tych dotyczących odpowiedzialności za popełnione zło. Przykładem może być uzasadnienie umorzenia śledztwa IPN, w którym prokurator stwierdziła, iż odpowiedzialność za śmierć cywilów w Sahryniu ponosi… UPA, gdyż nie ewakuowała ludzi z wioski. UPA, której jak wiadomo jeszcze wówczas w tej części Chełmszczyzny nie było, o czym mówią nawet relacje niektórych partyzantów AK i BCh, w tym zeznania złożone przez nich w tym samym śledztwie IPN.

Mariusz Sawa, Sahryń ’44 – w pułapce narracji heroicznej

Przedruk artykułu z czasopisma Kultura Enter, 2019/01 nr 87,
link do strony: http://kulturaenter.pl/article/dwuglos-sahryn-44-w-pulapce-narracji-heroicznej/?fbclid=IwAR1wI5MAY9UurJ20PzOB_oHWAV8TXqK6Calujy-cnzMTYDDNng4EXOiFvME

 

Liczba ofiar, rozkaz o nie zabijaniu cywilów? Ludobójstwo, czystka etniczna lub odwet? Ustalenie nazwisk ofiar, albo personaliów sprawców? Co powinno być dla nas ważne w dyskusji o tzw. akcji na Sahryń z 10 marca 1944 roku? Czy jest ona na dobrej drodze? Mam bowiem wrażenie, że zmagamy się z narosłymi przez lata mitami, które podczas publicznej dyskusji są wzmacniane i rozwijane przez każdą z wojujących stron. Tymczasem powinniśmy sięgnąć do źródeł. Ale nie po to, by konstruować nowe fakty, bądź kolejne mity, lecz po prostu – by ustalić prawdę.

Mity

Wokół wydarzeń, jakie miały miejsce w Sahryniu wiosną 1944 roku, powstało wiele mitów, które w znaczący sposób kształtują polsko-ukraińską debatę historyczną. Według części z nich Sahryń był twierdzą, bazą wypadową UPA na okoliczne polskie wsie. Ukraińskie „rezuny” zaczęły tutaj drugi Wołyń. W akcji prewencyjno-odwetowej, która była częścią trwających walk między AK-BCh a UPA polskie podziemie dokonało ataku, uprzednio wydając rozkaz o oszczędzaniu ludności cywilnej. Niestety od zabłąkanych kul padły przypadkowe ofiary. Inna część mitów o Sahryniu przedstawia grubo ponad tysiąc ofiar w samej wsi, gwałty, rozpruwanie brzuchów ciężarnych kobiet. Polscy sąsiedzi, którzy do końca nie zdradzili bliskim sobie Ukraińcom, o zbliżającym się uderzeniu. Ludobójstwo, czyli genocyd dokonany przez polskich nacjonalistów na ukraińskim narodzie Chełmszczyzny. Kontynuacja i finał wielowiekowej polityki eksterminacyjnej Rzeczypospolitej i Kościoła katolickiego wobec niewinnej ludności ukraińskiej.

Kontakt

logo UTH beztlo60Ukraińskie Towarzystwo Historyczne w Polsce

ul. Kościeliska 7
03-614 Warszarwa